poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Giewont


 

 




"Dla niej wstaje w gęstej mgły zasłonie,
Którą z wolna zrzuca z ramion we dnie,
Dla niej w wieczór cały ogniem płonie
I szarzeje, mroczy się i blednie,
Zawieszając księżyc w swojej szczerbie,
Jakby srebrną Leliwę miał w herbie."

Nic dodać, nic ująć. Słowa Adama Asnyka oddają, to co można zaobserwować w ciągu jednego dnia, niemalże z każdego punktu Zakopanego. Dokładnie, tak jak pisał inny "wielki", Walery Eljasz-Radzikowski - "Z każdej prawie chaty Giewonta widać", dlatego ponoć "toteż słusznie mu się należy tytuł króla zakopiańskiego". I w tym chyba należy szukać wyjaśnienia fenomenu popularności "Śpiącego Rycerza". Rzuca się w oczy, przyciąga, gromadzi wokół siebie wiele legend i podań, które dodatkowo podgrzewają atmosferę. Żaden turysta nie śmie wyjechać bez wejścia na niego, bądź rzucenia mu wyzwania, chociażby słownego. Szczytów w całych Tatrach dużo, niejeden ładniejszy, ale akurat ten zawładnął sercami i umysłami tłumów, dla których stał się symbolem narodowym. A we mnie, owszem, Giewont wzbudza sympatię. Lubię obserwować, jak zmienia się jego oblicze, w zależności od kaprysów pogody, jak niknie, jak z powrotem wyłania się z zasłony mgielnej, jak przybiera różne barwy w zależności od światła. A najlepsze jest to, że właśnie dane jest mi to czynić z własnego domowego zacisza.

poniedziałek, 7 maja 2012

Z Wielkiego Kopieńca

Giewont
Żółta Turnia
Tatry Bielskie
Kołowy Szczyt
Niepozorna ścieżka, niepozorny las. Jednak nawet tu, na zielonym szlaku z Toporowej Cyrhli, nie da się zapomnieć o cywilizacji. Tylko parę minut dane jest nam delektować się bezmyślnym, jak przystało na rekreacyjną wycieczkę, marszem.  Nagle bum...budka, okazały, drewniany stół, góral w pamiętającej stare, dobre lata czapce i przypominająca o tym, co zostawiliśmy za sobą - dobra, poczciwa, kapitalistyczna kasa. Jest w miarę słoneczny dzień...biuro otwarto więc na świeżym powietrzu, nie bacząc na przewalające się po przestrzeni niebieskiego przestworza groźne kłęby ciemnych chmur. Parę ładnych kroków, niektóre pod górkę, trochę kropel potu na plecach i jesteśmy ...na Polanie Kopieniec. W oczy rzuca się od razu spora liczba szałasów, przypominających o prowadzonym tu dawniej i obecnie wypasie i usiana żółtymi kropkami kwiatów trawa. Dziś chyba owce zrobiły sobie jednak święto, bo żadnej nie widać. Widać tylko ludzie owieczki wdrapujące się na szczyt Wielkiego Kopieńca i przypominające o skomplikowanej, choć tu czasami postawiłabym znak zapytania, psychologii ludzkiego rodzaju. Gdzieś za plecami słyszę -"Nie po to przejechaliśmy taki szmat drogi, żeby teraz pałętać się po polanie". Grupka się rozdziela, panowie idą się pałętać, a panie kierują się na szczyt.. A na szczycie nagroda -rozległa panorama, obejmująca niemal caluśkie Tatry. Widziany stąd Hawrań przypomina wulkan, który ma się wrażenie nagle się obudził i zastanawia się nad erupcją bądź drzemką.W oddali, na horyzoncie różnych odcieni zieleni pasm lasów pięknie prezentują się Tatry Bielskie, nad którymi kłębi się morze chmur. Na wprost wyłania się zaś szlak na Halę Gąsienicową, a po prawej dumnie ku niebu piętrzy się Giewont, widziany tu z innej perspektywy. Niektórych jednak widok, jakkolwiek imponujący, nie zadowala. Chłopczyk uparcie prosi tatę -"Pokaż mi Rysy". "Stąd nie zobaczysz Rys synu" - odpowiada ojciec. Po którymś synowskim -"Ja chcę zobaczyć Rysy", Tata się w końcu poddaje i wskazuje na jedną z gór na horyzoncie. Wracamy tą samą trasą. Zachęceni widokiem rozsmakowanych w oscypkach turystów zatrzymujemy się przy bacówce. W oparach wędzonego dymu pytam panią o jak najmniej słone. "Ależ one wszystkie muszą być słone" -odpowiada. Wyboru okazuje się nie być, biorę to co jest. I jak się później okazuje, nieźle słonym akcentem, kończymy wycieczkę.

Spojrzenie z okolic Rusinowej Polany



Wysoka i Rysy
Hawrań
Lodowy Szczyt
Batyżowiecki Szczyt i Kaczy Szczyt